Ponownie zabrakło szczęścia

Zacięty bój z MMTS-em Kwidzyn i dwie bolesne porażki z Wisłą Płock i Azotami Puławy. Kibice mogli tylko zadawać sobie pytanie, którą twarz podopieczni Krzysztofa Lipki i Tomasza Sondeja zaprezentują w Kaliszu. Pokazali tę pierwszą!

Początek meczu to koncert gry w obronie „Biało-Niebieskiej” orkiestry, przez którą gospodarze nie mogli się przebić w żaden sposób. Dość powiedzieć, że MKS przez 15 minut rzucił zaledwie dwie bramki. Kilka minut później nie było lepiej, lecz dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy trenerzy Stali musieli nieco dać odetchnąć harującym w obronie zawodnikom, a zmiennicy niestety nie dali już takiej jakości. Podopieczni Pawła Ruska skrzętnie to wykorzystali i na trzy bramki Stali odpowiedzieli w tym czasie ośmioma i do szatni schodzili prowadząc 14:11.

Początek drugiej odsłony również należał do gospodarzy, którzy do swojego dorobku dorzucili dwie bramki. W tym momencie „Czeczeński” charakter został podrażniony i goście ostro wzięli się do pracy mozolnie odrabiając straty, które zdążyły już urosnąć do pięciu trafień. Stal ponownie była lepsza na parkiecie, a mielecka obrona po raz kolejny zafunkcjonowała kapitalnie. W 51. minucie goście doprowadzili do remisu po 24, a końcówka to już istny horror dla wszystkich zgromadzonych w hali. Pół minuty przed końcem bramkę na 29:28 rzucił dla kaliszan Maciej Pilitowski, lecz Stal bardzo szybko wznowiła. Pędzący na bramkę Hubert Skuciński został jednak w nieprzepisowy sposób zatrzymany, a sędziowie podyktowali tylko rzut wolny, co było decyzją dość kontrowersyjną. Stal miała jednak piłkę, lecz ta wypadła z rąk Bartoszowi Kowalczykowi, który tuż po końcowej syrenie ukrył twarz w koszulce. Nikt nie miał jednak do niego pretensji, co pokazali koledzy podnoszący do na duchu. Bartek zdobył w tym meczu 7 bramek.
Niestety lecz mielczanom ostatecznie zabrakło nieco szczęścia, gdyż liczne rzuty w słupki i poprzeczki mogły deprymować. Nie bez znaczenia było również doświadczenie, które w końcówce meczu zdecydowanie było po stronie kaliszan, biorąc pod uwagę jak młodym składem dysponuje Stal, która mimo wszystko pokazała na parkiecie charakter i wolę walki.

Nie chcę ujmować nic Kaliszowi, ale to my oddaliśmy im dzisiaj mecz – mówił tuż po spotkaniu Krzysztof Lipka i trudno się z nim nie zgodzić, gdyż Stal była tego dnia zespołem po prostu lepszym, czego nie urywali nawet miejscowi kibice, którzy po meczu dziękowali zawodnikom z Mielca za walkę.

Mielczanie po raz kolejny w tym sezonie „gryźli parkiet” i podobnie jak w meczu z MMTS-em Kwidzyn pokazali „Czeczeński” charakter. Punkty jednak ponownie powędrowały do rywali i po raz kolejny sprawdza się powiedzenie – „lepiej wygrać po brzydkim meczu, niż przegrać po ładnym”. Mamy jednak nadzieję, że w sobotę kolejne powiedzenie znajdzie swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, gdyż Stal podejmie u siebie Zagłębie Lubin, a więc „do trzech razy sztuka”?

Więcej od Handball STAL